Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

20.07.2023

"Sąpierz" Katarzyna Puzyńska

Brak komentarzy:

 


Po interesującej lekturze „Chąśby” przyszła kolej na „Sąpierza”. O czym jest następny tom serii „Grodzisko”? Bogowie będą mieć ręce pełne roboty. Po złamaniu zasad oraz przez niesubordynację jednego z bogów szczelina pomiędzy światami zaczyna pękać. Jeżeli istoty sprawujące władzę w zaświatach nie spróbują naprawić szkód, im i pozostałym stworzeniom grozi kataklizm.

24.03.2023

"Chąśba" Katarzyna Puzyńska

Brak komentarzy:

 

Przyznam się, że jeszcze nie czytałam książek Katarzyny Puzyńskiej, „Chąśba” to moje pierwsze podejście do twórczości tej autorki. Wiem, że znana jest ze swoich powieści kryminalnych, dlatego powieść rozbudziła moją ciekawość. Zastanawiałam się jak K. Puzyńska poradzi sobie w całkiem innym gatunku i czy znajdę tutaj pewne naleciałości z kryminału. „Chąśba” opowiadana jest z perspektywy kilku bohaterów – Zamira, Strzebora i Dobrowoji. Cała historia zaczyna się, gdy Strzebor odnajduje ciało swojej zmarłej żony i zostaje posądzony o morderstwo. Strzebor ucieka, Zamir jako kat i człowiek doświadczony w boju rusza za nim w pogoń, zaś Dobrowoja szuka sposobu, by udowodnić niewinność syna. Bohaterowie wpadną w wir niespodziewanych wydarzeń i spotkają istoty znane tylko z ludowych opowieści. Jak poradzą sobie w obliczu nowych zagrożeń? Czy Strzebor odnajdzie człowieka odpowiedzialnego za śmierć żony?



(Opis wydawcy): „Co mają wspólnego zrzędliwy starzec z drewnianą nogą (który jest tylko zwykłym katem), niezbyt potężnej budowy chłopak (który do wszelkich przygód ma dość ambiwalentny stosunek) oraz pewna pyskata dziewczyna (która posiada, co prawda, znamię w kształcie śnieżynki, ale absolutnie nie jest ściganą przez wszystkich, żeby ją spalić na stosie i utopić, boginką zimy Marzanną?) Otóż ta trójka nie ma ze sobą absolutni nic wspólnego. Kto jednak słyszał o tym, by rodzanice tak przędły nić życia, aby komukolwiek cokolwiek ułatwić? Zamir, Strzebor i Mora muszą zjednoczyć siły we wspólnej sprawie, choć tak naprawdę nie znają nawet celu swojej wędrówki, a za wskazówkę mają jedynie niezbyt zrozumiałą przepowiednię wołchwa. Ze świątyni w grodzisku wykradziona zostaje tarcza powierzona mieszkańcom przez Jarowita, znanego ze sporego (i dość krwawego) temperamentu boga wojny i wiosny. A zbliża się wiosenna równonoc, zostało więc dosłownie kilka dni na odzyskanie zguby i zażegnanie niebezpieczeństwa. Jakby tego było mało, odnalezione zostaje ciało kobiety. Najwyraźniej została zamordowana. Rozpoczyna się poszukiwanie związku jej śmierci z nagłym wyjazdem i dziwną obietnicą, której złożenie wymogła na mężu. W lesie zostaje odnaleziony odmieniec – chromy chłopiec. Czy to on zmieni losy grodziska? A może nawet całego Królestwa? W bezkresnym lesie czai się Leszy. No i jeszcze banda Stolemów, ale kto by się przejmował olbrzymami cztery razy większymi od człowieka. Tak czy inaczej, wiadomo jedno – topór wszystko zakończy.”

Wierzcie mi, że szukałam mnóstwa detali, aby się o coś przyczepić do tej książki i znalazłam tylko jeden szczegół, który mi nie odpowiadał, ale o tym za chwilę. Fabuła jest bardzo interesująca, chociaż od początku czytałam powieść dość krytycznie to jednak wraz z rozwojem wydarzeń coraz bardziej się wciągałam i byłam ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów. Przyznam, że mocno zaskoczyła mnie „Chąśba”, może dlatego, że wszystkie moje podejścia do fantastyki na bazie mitologii słowiańskiej okazały się do tej pory sporym niewypałem, a tu proszę, ogromna niespodzianka i to na spory plus.

W moim odczuciu autorka nawiązała do klasycznej fantastyki, dodając elementy mitologii słowiańskiej i nawiązując do motywu podróży i poznawania smaku przygód przez bohaterów. Strzebor jest młodym i niedoświadczonym kompanem i chociaż zdążył już się ożenić to nie ma zbyt wiele pojęcia o dorosłym życiu. Jest też Zamir – kompletne przeciwieństwo Strzebora, człowiek zaprawiony w boju, starszy i chciwy, którego jedyną słuszną zasadę stanowi posłuszeństwo temu, kto mu więcej zapłaci. Pozostaje jeszcze Mora – tajemnicza dziewczyna o dziwnych zdolnościach, ukrywająca swoją tożsamość. Z niewiadomych przyczyn cała trójka wplątuje się w poważne kłopoty i zostaje zmuszona do pomagania sobie nawzajem oraz do rozwiązania zagadki morderstwa w grodzisku, a przy tym do rozszyfrowania znacznie większego problemu spisku, po drodze napotykając potwory, dziwne zjawiska i zdradzieckich ludzi.

Uważam, że akcja książki również jest niczego sobie. Co prawda, na samym początku trochę się nudziłam podczas zapoznawania się z pobocznymi postaciami, ale wydarzenia potoczyły się na tyle szybko, że później już nie miałam okazji do nudy. Autorka bardzo ciekawie splata poszczególne wątki, mimo iż najpierw wszystkie elementy wydawały mi się trochę oderwane od siebie to później przy zakończeniu całość ładnie się dopełniła i wyjaśniła. Przynajmniej ta część bardziej związana z bohaterami, bo pod względem magicznym finał jest otwarty i trochę zostawiający mętlik w głowie, ale nie to jest wadą książki.

Tym, do czego chcę się przyczepić to anegdoty. K. Puzyńska dość kreatywnie podzieliła książkę na część z gawędami (czyli odpowiednikami rozdziałów) i na anegdoty występujące już na samym końcu. Pewnie pochwaliłabym taki zabieg, gdyby anegdoty nie były związane bezpośrednio z fabułą książki. Lubię, kiedy autor potrafi zaskoczyć czytelnika i wymyślić coś od siebie. Niestety, anegdoty dość często nawiązywały do głównej fabuły, przez co skakanie ze środka na sam koniec było strasznie rozpraszające i denerwujące. Lepiej, gdyby anegdoty stanowiły tło fabuły, a bardziej kluczowe zdarzenia były dodane do głównej akcji. Pomysł interesujący, niestety trochę pogorszył odbiór książki, wprowadzając drobne zamieszanie.

Czy polecam? Wbrew mojemu marudzeniu na pewne mankamenty, tak. Uważam, że „Chąśba” to ciekawa książka na polskim rynku w gatunku fantastyki, wyróżniająca się pomysłowością i fabułą. Spodoba się zwłaszcza miłośnikom mitologii słowiańskiej oraz fantastyki przygodowej.

Okładka przedstawia ilustrację naszyjnika na tle korzeni roślin. Na przedłużeniach oprawy zamieszczono notę biograficzną i rekomendację czytelniczą. Czcionka duża, czytelna, sprzyjająca szybkiemu czytaniu. Wstawki pomiędzy rozdziałami ozdobiono grafikami. W gawędach znajdują się odsyłacze do anegdot i odwrotnie.

 

Podsumowanie:

+ ciekawa fabuła książki

+ nawiązanie do mitologii słowiańskiej

+ wielowątkowość

+ elementy fantastyki przygodowej

+ interesujące, otwarte zakończenie

- anegdoty, przez które skacze się z miejsca na miejsce podczas czytania

 

Liczba stron: 464

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Gatunek: fantasy

Rok wydania: 2021

Dla kogo: dla miłośników fantastyki z elementami mitologii słowiańskiej i przygody.

 

27.10.2020

"Pokalane poczęcia" Natalia Rogińska

Brak komentarzy:

 

Postanowiłam odpocząć nieco od fantastyki i urozmaicić sobie wolny czas zupełnie inną lekturą. Ponieważ lubię także książki przeznaczone dla pań, sięgnęłam po „Pokalane poczęcia” Natalii Rogińskiej. Intuicja podpowiadała mi, że będę miała do czynienia z prostą historią i nie pomyliłam się, a jednak właśnie takiej potrzebowałam, żeby zrelaksować się po ciężkim dniu.


 

„Bohaterowie, których łączy wspólny wątek – poczęcie człowieka. Każda z tych historii wychodzi poza akceptowalne społecznie schematy, a zdarzenia zaskakują ich samych. Poznajcie pacjentki różowego gabinetu na Chmielnej: Gretę, która desperacko pragnie macierzyństwa, Michalinę, która posuwa się bardzo daleko, aby mieć dziecko, Adrianę, która maksymalnie medykalizuje proces poczęcia córki, Beatę, tradycyjną katoliczkę, która musi zmierzyć się z niebożymi realiami, Honoratę – ofiarę, oraz Agatę, która zachodząc w ciążę, bardzo wiele ryzykuje. Początki życia absolutnie niezgodne z idealnymi wyobrażeniami. Ciąże, które nie zawsze biorą się z obopólnej decyzji partnerów, powodują problemy, wiążą się z dużym ryzykiem, obnażają prawdę o relacji przyszłych rodziców. A jednak z tych historii wynika coś dobrego – nowy start, nowe możliwości, nowa perspektywa, a przede wszystkim – nowe, kiełkujące życie” – czytamy na okładce książki. Początek otwiera rozdział poświęcony Ireneuszowi, ginekologowi wspomnianego różowego gabinetu. Każdy „przypadek” poznajemy z jego punktu widzenia. Muszę przyznać, że akurat ten bohater kompletnie obrzydził mi książkę (zwłaszcza jego zamiłowanie do kobiecych części ciała), na szczęście później jest już dużo, dużo lepiej. Przypuszczam, że autorka stworzyła tak specyficzną postać z poczucia humoru, ale jakoś nie przypadło mi to do gustu. Dalej zapoznajemy się z opowieściami przyszłych rodziców, z których każda jest inna, każda jest wyjątkowa i również skandaliczna, a przynajmniej z punktu widzenia przeciętnej osoby. Nic tak jednak nie dodaje pikanterii powieściom, jak porządna draka i to pewnie dlatego tak szybko pochłonęłam „Pokalane poczęcia”.

Rozdziały zostały poświęcone konkretnym parom, starającym się (lub nie) o dziecko. Mamy do czynienia z typowymi „wpadkami”, ale nie brakuje też dramatów. Właściwie to każda z przedstawionych par musi zmierzyć się z przeciwnościami losu i stanąć na wysokości zadania, bowiem wszystkie ciąże bohaterek są zaskoczeniem – zarówno dla nich samych, jak ich drugich połówek. Autorka umiejętnie przeplata medyczny humor z poważniejszymi zagadnieniami takimi jak: utrata dziecka, gwałt, zdrada, czy perspektywa samotnego macierzyństwa. Powieść została napisana prostym językiem, bynajmniej to nie oznacza kiepskiego warsztatu. Ukazane historie zaskakiwały mnie i zmuszały do postawienia się w sytuacji bohaterów. Niektóre zachowania spotkały się z moim potępieniem (Beata i jej przesadna pobożność niezmiernie irytowała), inne dawały nadzieję, a także wzbudzały podziw (chociażby upór Agaty i świadomość z jakim wyzwaniem przyjdzie jej się mierzyć). Początkowo cierpiałam na lekki niedosyt, ponieważ po przeczytaniu rozdziału poświęconemu danej parze, chciałam poznać jej dalsze losy, ale wynagrodziło mi to zakończenie, które jest zwieńczeniem wszystkich ukazanych wcześniej wydarzeń i zostało napisane z perspektywy położnej.

Okładka przedstawia ciężarną kobietę i utrzymana jest w żółtawej tonacji. Czcionka duża i wyrazista, sprawia że książkę czyta się dużo szybciej i nie trzeba się męczyć. Całość podzielono na osiem rozdziałów, na samym końcu zaś znajdują się pytania do dyskusji, dotyczące tematów poruszonych w powieści (na szczęście nie zdradzają fabuły, tak jak to czasem bywa w niektórych z nich).

 

Podsumowanie:

 

+ każda historia ukazana w książce zaskakuje czytelnika

+ wyraziści bohaterowie

+ z każdej opowieści można wyciągnąć przesłanie dla siebie i wnioski

+ medyczny humor

- niektóre historie pozostawiały we mnie niedosyt

 

Ilość stron: 304

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Gatunek: Obyczajowy

Rok wydania: 2016

Dla kogo: dla kobiet

 

 

 

 

19.09.2020

"Ziemiomorze" Ursula K. Le Guin

Brak komentarzy:

 

Po dłuższej przerwie powracam z recenzją grubaska. Kiedy zabierałam się za czytanie „Ziemomorza” nie sądziłam, że potrwa to aż tak długo. Zdawałam sobie sprawę z objętości tej książki (w końcu jest w niej zawarte sześć tomów opowiadających o losach krainy Ziemiomorza), ale moje przewidywania tym razem zawiodły. Nie były to jednak zmarnowane chwile – już na wstępie polecam ten tytuł każdemu, komu niestraszne są wielkie tomiszcza.


 

„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J. R. R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged, którego Ziemiomorze na zawsze zapamięta jako Krogulca. Ged zostaje wysłany na wyspę Roke, aby tam zgłębiać czarnoksięską sztukę. Jest obdarzony niezwykłymi magicznymi zdolnościami, po latach nauki zostaje więc Arcymagiem i pomaga Najwyższej Kapłance Archipelagu – Tenar – uciec z labiryntu ciemności. Niestety, wraz z upływem lat równowaga Ziemiomorza zaczyna się chwiać coraz bardziej, a prawdziwa magia i pradawne zwyczaje coraz częściej wykorzystywane są przez mroczne siły zła i śmierci…” – tak zostaje nam przedstawiona fabuła powieści na okładce książki i od biedy mogę to uznać, ale jestem wręcz zmuszona dopisać więcej. Może czarnoksiężnik jest głównym bohaterem, lecz tylko w pierwszym tomie. O ile pojawia się w kolejnych częściach, staje się bardziej katalizatorem dla pewnych wydarzeń oraz przewodnikiem dla niektórych postaci, zwłaszcza dla Tenar, Therru oraz Lebannena. Późniejszy zwrot akcji będzie dotyczył wymienionych przeze mnie bohaterów i to one zadbają o dalsze losy Ziemiomorza.

Wspomniałam już, że cała książka dzieli się na sześć tomów, z których pierwszy („Czarnoksiężnik z Archipelagu”) opowiada o Gedzie, zanim stał się Arcymagiem. Poznajemy młodego i żądnego przygód chłopca, który niemal od początku przejawia silne magiczne zdolności. Niestety, jego pewność siebie zostaje wystawiona na ciężką próbę, gdy przez pychę próbuje pokazać ogrom swojej mocy. Właśnie wtedy budzi uśpiony twór ciemności. To wydarzenie na zawsze zmienia jego życie. Drugi tom („Grobowce Atuanu”) to historia młodej kapłanki Arhy, która od narodzin została przeznaczona do pełnienia najważniejszej funkcji – służby Bezimiennym, bogom na wyspie Atuanu. Ciekawość i upór dziewczyny na każdym kroku przysparzają jej kłopotów, lecz najwięcej pojawi się ich, gdy na wyspie zjawi się mężczyzna znający magię. Trzecia część („Najdalszy Brzeg”) skupia się na postaci Arrena i jego wędrówce z Arcymagiem oraz walce z ciemnością. Młody Lebannen musi odrzucić swoje słabości i dowieść, że jest godny zaufania. Fabuła czwartego („Tehanu”) i piątego tomu („Inny wiatr”) ukazuje późniejsze wydarzenia tuż po pokonaniu ciemności i starsze lata życia Tenar i Geda. Mimo pokonania sił mroku, zło wciąż zaskakuje głównych bohaterów. Pojawiają się nowe zagrożenia dla krainy Ziemiomorza i całej magii, a wszystko ma związek ze smokami. Ostatni z tomów („Opowieści z Ziemiomorza”) jest zbiorem opowiadań i w nich dowiemy się między innymi dlaczego Ogion wsławił się przewidując trzęsienie ziemi, jak wyglądał pojedynek Irian z Mistrzem Przywołań, jak powstała szkoła magów na wyspie Roke.

Przeglądając inne recenzje na temat tej książki, spotkałam się z opinią, że znajduje w niej się stanowczo za dużo opisów i są zbyt przytłaczające. Faktycznie, autorka nie żałuje czytelnikowi wyjaśnień odnośnie nazw, zachowań ludzkich, jak i tajemniczych stworzeń, lecz ja czytałam każdą linijkę z prawdziwą przyjemnością i nie potrafiłam się nudzić. Styl autorki to istna perełka i nic dziwnego, że jej powieści zalicza się do kanonu klasyki literatury.

Od strony wizualnej książka prezentuje się dość zwyczajnie. Solidna gruba oprawa to podstawa przy takiej ilości stron, tutaj się nie czepiam. Wygląd jednak pozostawia wiele do życzenia, a przynajmniej okładka, która nie przypadła mi do gustu. Brzydki rysunek smoka i kilka kresek imitujących fale. Jak dla mnie świat poszedł do przodu, jeżeli chodzi o grafikę, dlatego ilustratorzy mogli się trochę bardziej postarać, a że klasyka? To nie znaczy, że ma być nudno.

W wewnętrznej stronie okładki zamieszczono też mapę Ziemiomorza, co bardzo ułatwiło mi czytanie (tak, zawsze korzystam z mapek wymyślonych przez autorów i szukam nazw na tych rysunkach), spotkałam się także z mniejszymi mapami na początku poszczególnych tomów. Na pewno jest to ciekawy dodatek do całej serii. Wszystkie części oddzielone są rysunkiem smoka na wzór okładki, dodatkowo na początku autorka rozpoczyna cykl słowami: „Tylko w milczeniu słowo, tylko w ciemności światło, tylko w umieraniu życie – na pustym niebie jasny jest lot sokoła”. Według mnie nie ma lepszej zachęty do czytania książki, niż ładny cytat lub wiersz. W tym przypadku mamy do czynienia z „Pieśnią o stworzeniu Ea” również wykreowaną przez Ursulę K. Le Guin. Minusem okazała się dla mnie mała czcionka, lecz zdaję sobie sprawę, że upchnięcie wszystkich tomów traktujących o Ziemiomorzu w jeden to spory wysiłek, więc w tym momencie postaram się być wyrozumiała.

 

Podsumowanie:

+ język powieści

+ twarda oprawa

+ dobrze opisani bohaterowie, kultura fikcyjnej krainy, jak i tło wydarzeń

+ zawartość mapek

- wygląd okładki

 

Ilość stron: 944

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Gatunek: fantasy

Rok wydania: 2013 w Polsce (tym razem pomijam pozostałe daty – jest ich za dużo)

Dla kogo: dla każdego miłośnika literatury fantasy i fanów Ursuli K. Le Guin

Archiwum

Szukaj