Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroboros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroboros. Pokaż wszystkie posty

10.10.2022

"Zła krew" Sally Green

Brak komentarzy:

 

Debiutancka powieść Sally Green to początek cyklu opowiadającego o walkach pomiędzy czarodziejami. Natan to szesnastoletni mieszaniec i zarazem potomek najpotężniejszego i najbardziej znienawidzonego czarownika na świecie. Przez wzgląd na swoje pochodzenie musi znosić nie tylko kpiny pod swoim adresem, ale również brutalne uwięzienie. Kiedy jednak zbliżają się jego urodziny, postanawia za wszelką cenę odnaleźć swojego ojca oraz zdobyć trzy dary. Tylko wtedy uda mu się przemienić w czarodzieja i tylko wtedy będzie mógł władać swoimi mocami. Niepowodzenie oznacza śmierć, dlatego Natan ma jedno wyjście – musi uciec i odnaleźć sprzymierzeńców swojego ojca. Czy zdąży nim miną jego siedemnaste urodziny? Czas goni, dlatego Natan nie może zwlekać ani chwili. Tylko czy może komukolwiek zaufać?



(Opis wydawcy): „We współczesnej Anglii, tuż obok zwykłych ludzi, żyją dwie walczące ze sobą frakcje czarodziei i czarodziejek. Szesnastoletni Natan jest nieślubnym synem najbardziej przerażającego i brutalnego czarodzieja na świecie, Marcusa. Chłopak, mający mieszaną krew, żyje uwięziony w klatce, bity i poniżany przez białych czarodziejów. Przed swoimi siedemnastymi urodzinami musi uciec, by odszukać ojca i otrzymać od niego trzy dary. Dzięki nim będzie mógł w pełni władać swoimi mocami, w przeciwnym razie umrze. Nieustannie ścigany i śledzony, nigdzie nie jest bezpieczny. Nie może zaufać nikomu, nawet własnej rodzinie. Nawet dziewczynie, którą kocha.”

Po przeczytaniu książki, mam wobec niej dość mieszane uczucia, ale może zacznę od plusów. Sama fabuła jest dość interesująca i potrafi zaciekawić na tyle, by zechcieć poznać przygody głównego bohatera. Natan od samego początku nie ma lekko – począwszy od urodzin aż do okresu niewoli, musi znosić wyższość białych magów nad czarnymi. Ponieważ jego ojciec był czarnym magiem, jest skazany na wysłuchiwanie docinek ze strony rówieśników. Później, gdy trafia do niewoli, zostaje zmuszony cierpieć za zbrodnie, których nie popełnił. Muszę przyznać, że podczas czytania tych fragmentów doświadczałam mnóstwa emocji, od przerażenia po złość i bardzo współczułam głównej postaci. Byłam także bardzo ciekawa jak dalej potoczy się akcja, czy Natan się uwolni i czy zdąży spotkać się z ojcem przed siedemnastymi urodzinami. Historia Natana zawiera w sobie coś szczególnego, co każe śledzić jego dalsze losy na wstrzymywanym oddechu.

Zakończenie podobało mi się znacznie mniej z uwagi na jego sztampowość i chociaż autorka postarała się o momenty zaskoczenia, trwogi i trudnych dla postaci dylematów to jednak jestem odrobinę zawiedziona. Odejście ze świata niektórych bohaterów nie spowodowało we mnie bólu serca, decyzje podejmowane przez Natana nie zawsze mi się podobały, jedynie czarne charaktery dodały w finale trochę smaczku, ale niezbyt wystarczająco, by poprawić moją opinię. Mimo wszystko jestem zaciekawiona jak dalej potoczy się akcja i jak Natanowi uda się wybrnąć z kłopotów, w które się wplątał.

Tym, co najbardziej nie podobało mi się w książce to styl autorki. Na samym początku nie mogłam w ogóle połapać się w fabule, ponieważ krótkie rozdziały były urywkami ze wspomnień bohatera, zaś sam język wydawał mi się bardzo chaotyczny. Później, gdy zaczyna się już właściwa historia, robi się trochę lepiej, ale wciąż nie mogłam wczuć się w narrację i strasznie przeszkadzał mi język powieści. Z dialogami też nie było dobrze – szybka wymiana zdań na poczekaniu pomiędzy postaciami i praktycznie nic więcej to trochę za mało, by zainteresować czytelnika. Opisy słabo rozwinięte, zaś świat przedstawiony leży i kwiczy. S. Green najbardziej skupiła się na pokazaniu emocji bohatera i przeżywanych przez niego przygodach, ale nie wyjaśniła zbyt wiele na temat elementów fantastycznych, czy nawet różnicy pomiędzy działaniem białej i czarnej magii – czytający musi się tego po prostu domyślić. Podobnie jest z innymi zagadnieniami, autorka moim zdaniem wtrąca zbyt wiele akcji, a zbyt mało zasad tłumaczy czytelnikowi.

Czy polecam? Ze względu na przygody Natana, niektórym książka może się spodobać. Mnie jednak nie zachwyciła, dlatego jeżeli jesteście wymagającymi czytelnikami, odradzam. Czytając opis wydawcy, spodziewałam się znacznie więcej, ale się rozczarowałam.

Okładka przedstawia wizerunek noża, kluczowego dla fabuły książki. Obrazek utrzymany jest w jesiennej kolorystyce, która niekoniecznie do mnie przemawia i wydaje mi się dość nudna, jak na dzisiejsze graficzne możliwości. Czcionka duża i czytelna, sprzyjająca szybkiemu czytaniu, tak jak lubię.

Za otrzymanie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Uroboros.

 

Podsumowanie:

+ wciągająca fabuła

+ szybkie zwroty akcji

+ przeżycia bohatera wywołują silne emocje u czytelnika

- mało rozbudowane dialogi

- słaby styl autorki

- nieciekawa okładka

- źle rozbudowany świat przedstawiony

 

Ilość stron: 400

Wydawnictwo: Uroboros

Gatunek: fantasy

Rok wydania: 2022 (z 2014)

Dla kogo: dla młodzieży, dla fanów opowieści o potyczkach pomiędzy czarodziejami

30.12.2021

"Dwór srebrnych płomieni" Sarah J. Maas

Brak komentarzy:

 

Od czasu wydania „Dworu szronu i blasku gwiazd” Sarah J. Maas minęło już kilka lat, dlatego ucieszyła mnie wieść o ukazaniu się najnowszego tomu dotyczącego losów siostry Feyry, Nesty Archeron. „Dwór srebrnych płomieni” przenosi nas kilkanaście miesięcy później po zakończeniu wojny z Hybernią i najbardziej skupia się na dwóch bohaterach: wspomnianej przeze mnie Neście oraz Kasjanie. Autorka rzuca nas do świata potężnych fae wysokiego roku, posiadających niezwykłe umiejętności i przedstawia nam magiczną krainę Prythianu, o której ludzie wspominają z drżeniem i nienawiścią. To właśnie tutaj, Nesta po utraceniu człowieczeństwa, zostaje zmuszona się udać. Jej całe życie zostało bezpowrotnie utracone, dlatego bohaterce nie pozostaje nic innego, jak dołączyć do swoich sióstr na Dworze Nocy.



„Nesta Archeron zawsze była arogancka, łatwo wpadała w złość i nigdy nie wybaczała. A odkąd została wepchnięta do Kotła i wbrew woli stała się jedną z fae, nie potrafi odnaleźć się w tym nowym, zabójczym świecie. Co gorsza, nie umie sobie poradzić z traumą po wojnie z Hybernią i dojmującą stratą. Do szaleństwa bardziej niż inni doprowadza ją Kasjan, zahartowany w bojach wojownik, który przez piastowaną na dworze Rhysanda i Feyry pozycję cały czas krąży po orbicie Nesty. I doprowadza ją nie tylko do szału – ogień między nimi płonie tym gorętszy, im bliżej muszą ze sobą współpracować. W międzyczasie zdradzieckie ludzkie królowe, które powróciły na kontynent podczas ostatniej wojny, uformowały niebezpieczny nowy sojusz, zagrażający kruchemu pokojowi na świecie. A ich powstrzymanie może zależeć od tego, czy Kasjan i Nesta będą w stanie mierzyć się z własnymi lękami.” Nesta przeszła sporo, gdy przymuszono ją do przemiany w fae, jednak dzięki swojej stalowej woli i walecznej naturze, udało jej się zdobyć moc, której lękają się nawet najpotężniejsze istoty magiczne. Wojna z Hybernią odcisnęła na niej swoje piętno, dlatego po przeżytej traumie oddaje się temu, co może ukoić ból związany z przeszłością. Gdy stacza się na samo dno, siostra stawia jej ultimatum: albo postara się bardziej zaangażować w sprawy Dworu i odda się treningom albo zostanie wygnana do świata ludzi. Nesta nie może liczyć na wstawiennictwo bliskich, ponieważ brutalnie odepchnęła od siebie każdego, kto próbował jej pomóc, dlatego wiedząc, że nie ma innego wyjścia, zaczyna ćwiczyć z Kasjanem, którego skrycie darzy uczuciem. Wieści, jakie zdobywa Kasjan od swoich przyjaciół, nie napawają optymizmem. Wygląda na to, że Nesta musi szybko nauczyć się panowania nad swoją mocą, jak i sztuki walki. Zbliża się bowiem kolejna potyczka, mogąca przyczynić się do klęski całego Prythianiu. Królowe pałają żądzą zemsty, a zwłaszcza jedna z nich ma szczególne rachunki do wyrównania z rodziną Archeron. I tylko Nesta może się jej przeciwstawić.

Czekałam na kolejny tom „Dworów” z utęsknieniem, dlatego pierwsze strony książki pochłonęłam z ogniem w oczach. Im bardziej jednak brnęłam w tekst, tym bardziej czułam, że cała historia zaczyna podobać mi się coraz mniej, a po przeczytaniu obu części tego tytułu czuję, iż trochę się zawiodłam. Miałam o wiele większe oczekiwania i co tu dużo mówić, spodziewałam się efektu wow, a otrzymałam dość słabą jak na możliwości autorki powieść. Nie wspominając o tym, że sporo fragmentów zwyczajnie bym wywaliła. Ci, co czytali na pewno wiedzą jakie fragmenty mogę mieć na myśli.

Pierwsze, co mi się nie spodobało, to rozwleczenie akcji książki. Mnóstwo uwagi skupia się na samej Neście, jej przemyśleniach, odczuciach, czynnościach. Takie opisy są bardzo potrzebne, ale czasem odnosiłam wrażenie, że autorka niepotrzebnie wszystko przedłuża. Więcej mogłam dowiedzieć się z tekstów dotyczących Kasjana, ale pojawiało się ich dość mało. Kolejna sprawa to sceny erotyczne. Nigdy nie przepadałam za nimi w jakichkolwiek powieściach, ale jakoś potrafiłam się przemęczyć. Tutaj miałam zwyczajnie dość. Co chwila główni bohaterowie albo się masturbują albo tarzają w namiętnych pościelowych uściskach. I tak przez kilkaset stron. Czasem co za dużo, to nie zdrowo i Sarah J. Maas wyraźnie o tym zapomniała. Zdarzały się jednak momenty, które potrafiły mnie zaciekawić, zwłaszcza wzmianka o Skarbach Grozy, losach ludzkich królowych, czy też budzącym postrach Kościeju, jak i samej nieokiełznanej mocy Nesty. Także wątki poboczne związane z losami Rhysanda i Feyry oraz innych bohaterów, wydawały mi się interesujące. Żałuję, że pisarka tak bardzo rozbudowała fragmenty związane z Nestą, lepiej by było, gdyby skupiła się na innych postaciach (i przy okazji mniej umieszczała erotyki).

Słabo rozwiniętą akcję Sarah J. Maas nadrabia umiejętnością budzenia ciekawości i grozy. Zdarzały się sytuacje, przy których autorka poważnie grała na moich emocjach, co jest standardem w jej powieściach. Myślę, że każdy, kto zetknął się z jej książkami i się nimi zachwycił, wie o czym teraz piszę. Osobiście, bardzo polubiłam „Dwory” i chociaż wcześniej nie podobała mi się ta seria, to jednak zdążyłam się z nią oswoić. Nie ukrywam jednak, że „Dwór srebrnych płomieni” jest najsłabszy z całego cyklu.

Przejdę teraz do zamieszczenia opisu kolejnej części tego tomu, ponieważ nie chcę rozbijać tych książek na osobne posty.

„Nesta Archeron i Kasjan, mimo dzielących ich różnic i wzajemnych animozji, w wyniku działań wrogich dworowi Feyry i Rhysanda sił, znajdują się po jednej stronie barykady. Zdradzieckie ludzie królowe, które powróciły na kontynent podczas ostatniej wojny, uformowały niebezpieczny nowy sojusz, zagrażający pokojowi na świecie. To, czy uda się powstrzymać wroga, zależy od tego, czy Kasjan i Nesta odsuną na bok nierozwiązane spory i ramię w ramię staną do walki. W świecie wyniszczonym wojną i dręczonym niepewnością Nesta i Kasjan staną do walki nie tylko z wewnętrznymi demonami, ale też potworami z zewnątrz, starając się jednocześnie znaleźć zrozumienie i uzdrowienie w swoich ramionach.” Nesta i Kasjan muszą zmierzyć się ze spiskiem królowych, który może spowodować poważny rozłam w świecie fae. Teraz, gdy odnalazły się potężne i starożytne artefakty, Nesta musi wykorzystać swoją moc, by powstrzymać działanie zdradzieckich sił swoich wrogów. Niestety, staje przed wyzwaniem, które może skończyć się tragicznie dla niej samej, jak i najbliższych jej osób. Stawka jest jednak zbyt wysoka, by mogła się poddać. Kiedy jej przyjaciele znajdą się w niebezpieczeństwie, Nesta zrobi wszystko, aby ich uratować. Za wszelką cenę.

Wybaczcie, ale o tej części nie napiszę zbyt wiele, ponieważ jest to zakończenie całego tomu i nie chcę Wam zdradzać za dużo szczegółów. Podobnie jak w pierwszej części, tak i tutaj miałam nadzieję na znacznie więcej akcji. I chociaż zbliżałam się do finału to wciąż czegoś mi brakowało, wciąż liczyłam na lepsze rozwinięcie tej historii, ale się nie doczekałam. Autorka poszła po równi ze schematami, przez co trochę się rozczarowałam. I nie zrozumcie mnie źle – tę historię czyta się naprawdę dobrze, przynajmniej jeśli lubicie lekkie lektury, ale jak na możliwości Sarah J. Maas cała opowieść jest po prostu słaba, jeśli nie najsłabsza z całego jej dorobku. Szkoda, ponieważ postać Nesty miała olbrzymi potencjał, jak i fabuła związana z innymi bohaterami.

„Dwór srebrnych płomieni” został rozdzielony na dwie części, co spotkało się z olbrzymią krytyką ze strony czytelników, i słusznie. Nie dość, że było to kompletnie niepotrzebne to jeszcze rozdzielono ten tom tak, że jedna część jest bardzo gruba, natomiast kolejna żałośnie cienka. Uważam, że skoro planowano rozłączenie tej książki to lepiej wyglądałaby przedzielona na połowy. A już lepiej wcale byłoby jej nie dzielić.

Okładki są dość cienkie i słabej jakości, co mnie już nie dziwi. Jakoś z trudem, ale przywykłam. Obrazki na oprawie zgadzają się z wersją zagraniczną i przedstawiają rysunki masek na szarym tle. Trochę jestem z nich niezadowolona, ponieważ odbiegają od pozostałych okładek z serii, ale skoro autorka tak chciała to trzeba uszanować jej życzenie. Rozdziały są udekorowane delikatnymi ilustracjami srebrnych płomieni. W środku książki znajduje się mapka Prythianu.

 

Podsumowanie:

+ wykreowany przez autorkę świat przedstawiony

+ dokładne opisy bohaterów i rozwoju wydarzeń

+ mapka w środku książki

+ lekki styl autorki

- akcja momentami staje się nudna

- za dużo scen erotycznych

- słaba jakość oprawy

 

Ilość stron: część pierwsza – 640; część druga – 304

Wydawnictwo: Uroboros

Gatunek: fantasy, paranormal romance

Rok wydania: 2021

Dla kogo: dla osób lubiących historie o wróżkach i elfach, dla fanów twórczości Sarah J. Maas

11.11.2021

"Królestwo popiołów" część 2 Sarah J. Maas

Brak komentarzy:

 

Była na blogu część pierwsza, teraz czas na omówienie przeze mnie drugiej części „Królestwa Popiołów” Sarah J. Maas. To ostatni tom opowiadający o losach Aelin i jej przyjaciół, dlatego z bólem serca podchodziłam do czytania. Nie chciałam jeszcze rozstawać się z przygodami postaci, ale też pragnęłam poznać zakończenie całej historii. Zakochałam się w świecie stworzonym przez autorkę, również polubiłam większość bohaterów pojawiających się na kartach serii, z tego powodu do finału podchodziłam z wielką niechęcią. Nie można jednak odwlekać w nieskończoność nieuchronnego, więc teraz kiedy jestem już po lekturze, moi drodzy Czytelnicy, pozwólcie, że podzielę się z Wami swoją opinią.



„Ostatnia nadzieja wszystkich, którzy marzą o wolności, tli się na Północy, gdzie Terrasen dzielnie stawia czoła hordom Morath. Tam, gdzie w pierwszej linii szaleje Aedion na czele Zguby. Tam, dokąd zmierzają Aelin, Chaol i Rowan, wiodąc nieoczekiwanych sprzymierzeńców. Tam, dokąd odwraca głowę Manon Czarnodzioba, szykująca plan zjednoczenia wiedźm. Na mroźnej Północy splotą się nici przeznaczenia. Ale czy pod murami dumnego Orynthu niezwykła intryga Aelin Ashryver Galathynius znajdzie rozwiązanie? Czy mimo zimnych wichrów, morza krwi i powszechnego przerażenia zakwitnie miłość i nastanie pokój?” Dorian porzuca bezpieczne obozowisko wiedźm i wyrusza na samobójczą misję zdobycia ostatniego z Kluczy. Droga prowadzi go do najstraszniejszego miejsca w krainie Erilei, do Morath, gdzie przebywa sam władca ciemności, Erawan. Dorian nie tylko będzie musiał go przechytrzyć, ale też zmierzyć się z własnymi demonami przeszłości. Erawan tylko czeka, by ponownie zniewolić księcia i skazać Doriana na klęskę. Czy Dorian poradzi sobie w obliczu tak wielkiego zła?

Aedion wraz z resztką żołnierzy i z pomocą ludności stolicy Terrasenu przygotowują się na ostatnie oblężenie. Walka z siłami Morath wydaje się z góry skazana na porażkę, ale nikt nie chce się poddać mocy okrutnych Valgów. Wszystkich czeka bitwa, która zdecyduje o losach całego kontynentu. Jak skończy się to starcie?

Aelin wraz z żołnierzami i swoimi przyjaciółmi wędrują w stronę Terrasenu, ale liczba armii Morath jest zbyt wielka, by zdążyli na czas. Jeśli nie uda im się dotrzeć w odpowiedniej chwili, stolica Terrasenu upadnie, zaś cała kraina zostanie splądrowana przez wojsko wroga, a ukochany lud Aelin oraz jej bliscy zginą. Aelin nie tylko musi uratować swoją ojczyznę, ale też zbliża się wypełnienie jej przeznaczenia. Młoda królowa podejmie decyzję, od której zależeć będą losy świata. Czy uknuta przez nią strategia przechyli ich stronę na szalę zwycięstwa? Czy uda jej się przechytrzyć bogów?

Manon wraz z armią Crochan walczą w obronie Terrasenu. Niestety, przeciwnik jest zbyt potężny, by wiedźmy poradziły sobie w obliczu tak wielkiego zagrożenia. Nawet sojusz z odwiecznym wrogiem wiedźm nie przynosi żadnego skutku z powodu siły Erawana. Wkrótce oddział Manon podejmuje decyzję, która może zaważyć na losach wojny i odmienić klątwę, tylko jaką cenę przyjdzie zapłacić za to wiedźmom?

Ostatnia część „Szklanego tronu” to opis epickiej bitwy o przetrwanie w obliczu niepokonanej potęgi zła. Wątki przeplatają się ze sobą wraz legendą o Kluczach i bogach towarzyszących mieszkańcom Erilei od zarania dziejów. Wraz z rozwojem wydarzeń obserwujemy jak główna bohaterka musi zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem, nawet jeśli oznacza to rozstanie z najbliższymi jej osobami i poświęcenie własnego życia. Z niektórymi postaciami przyjdzie czytelnikowi pożegnać się na zawsze, inne wykonają zdecydowany krok, by ocalić najbliższych. Ich heroizm widać przy próbach ocalenia miasta, walce przeciwko potężnym przeciwnikom, podejmowaniu trudnych lecz koniecznych decyzji. Podobało mi się, że autorka nie skupiała się już tak bardzo na Aelin, ale zaangażowała wszystkich i pokazała, że każdy z bohaterów miał swój ogromny wkład przy finałowej bitwie o zwycięstwo lub śmierć.

Pomimo ciekawych zwrotów akcji i dostarczaniu czytelnikowi dużych dawek emocji, czasem nudziłam się podczas czytania lektury. Myślę, że wynika to z mojej niechęci do opisów wojny. Nie przepadam za przedstawianiem starć wrogich armii w książkach, dlatego pod koniec byłam już trochę znużona ciągłymi potyczkami. Praktycznie cały ten tom opiera się właśnie na ukazaniu walki o Terrasen i chociaż autorka objaśniła dość interesująco wydarzenia bitewne to jednak nie zachwyciłam się na tyle, by porządnie się wciągnąć. Co do finału, to mam trochę mieszane uczucia. Cieszę się, że Sarah J. Maas zdecydowała się poprowadzić historię w ten sposób, a jednak miałam nadzieję na większy efekt zaskoczenia. W porównaniu z innymi tomami tej serii, ten wypada najsłabiej jeśli chodzi o przebieg wydarzeń. Mimo tych wad, „Królestwo popiołów” zasługuje na przeczytanie, by poznać zakończenie całego cyklu o Aelin, które z całą pewnością dostarczy każdemu mnóstwa wrażeń.

Okładka ukazuje postać Aelin w takiej samej pozie jak w pierwszej części „Królestwa Popiołów”, jednak różnica tkwi w barwie tła, które zamiast białego koloru jest żółtawe. Tutaj także litery tytułowe są pozłacane i bardzo mi się to podoba. Standardowo, w środku książki zamieszczono mapkę Erilei. Czcionka duża i czytelna. Tym razem nie czepiam się jakości oprawy – w przypadku takiej ilości stron, cienka okładka mi nie przeszkadza.

 

Podsumowanie:

+ zwieńczenie wszystkich wątków serii

+ wielowątkowość powieści

+ zwroty akcji

+ dodatek w formie mapki

- czasem zbyt nużące opisy bitewne

 

Ilość stron: 512

Wydawnictwo: Uroboros

Gatunek: fantasy

Rok wydania: 2019 (z 2018)

Dla kogo: dla fanów powieści epickich, dla miłośników twórczości Sarah J. Maas i cyklu „Szklany tron”

 

8.11.2021

"Królestwo popiołów" część 1 Sarah J. Maas

Brak komentarzy:

 

Zawsze kiedy sięgam po twórczość Sarah J. Maas towarzyszą mi dwa uczucia – z jednej strony nie mogę się doczekać zapoznania z danym tytułem, zaś z drugiej staram się odkładać ten moment w nieskończoność, ponieważ chcę dawkować sobie ilość przeżytych emocji. Odkryłam, że cykl „Szklany tron” stał się moim ulubionym, a teraz gdy zbliżam się już do końca swojej czytelniczej przygody z tą serią, towarzyszy mi ogromny smutek z powodu zbliżającego się rozstania z tym światem. Niby zawsze można sięgnąć po te tomy jeszcze raz i ponownie przeżyć wszystko od początku, ale pierwsze wrażenie przy lekturze książki jest jedyne i niepowtarzalne…



„Aelin Galathynius, zabójczyni, która sięgnęła po własne dziedzictwo, by poprowadzić swój lud do zwycięstwa i wypowiedzieć wojnę siłom ciemności, spoczywa w specjalnej trumnie, zakuta w żelazo od stóp do głów, jako zakładnik Maeve. Królowa Fae żąda od niej hołdu i przysięgi krwi, by na wieki związać ją ze sobą. Dzień w dzień oprawcy łamią wolę Aelin wymyślnymi torturami, lecz nie tak łatwo zgasić ogień w jej sercu. Przykazała bliskim, by wszystkie siły skupili na wojnie z Erawanem i jego Valgami. Tymczasem Rowan, któremu przykazano bronić królestwa za wszelką cenę, wyrusza, by odnaleźć i uwolnić swoją ukochaną. Czy zdąży, zanim zgaśnie ostatni płomień, a Erilea na zawsze pogrąży się w ciemności?” Po porwaniu Aelin przez Maeve, wszyscy jej najbliżsi pogrążeni są w rozpaczy. Nie ma jednak czasu na opłakiwanie straty. Erawan od wielu lat zbierał armię i szykował się do uderzenia Północnego Kontynentu. Aedion wraz z wojskiem musi odeprzeć atak wroga i ocalić to, co jeszcze pozostało z reszty jego świata. Lysandra w ciele młodej królowej prowadzi intrygi i usiłuje przekonać sojuszników do współpracy oraz wspólnej walki przeciwko siłom ciemności, jednak bez pomocy niszczycielskiego ognia ich szanse na przegonienie demonów wyglądają znikomo. Czy bohaterom uda się zwyciężyć w obliczu tak wielkich przeciwności?

Rowan wraz z Gavrielem, Lorcanem i Elide usiłują odnaleźć zaginioną Aelin. Robią wszystko, co w ich mocy, aby natrafić na trop zaginionej królowej lecz Maeve dobrze zamaskowała ślady magii przed intruzami. Nawet łącząca Rowana więź nie potrafi pokonać więzów narzuconych przez władczynię Fae. Tymczasem wola Aelin z dnia na dzień staje się coraz słabsza. Wymyślne tortury Cairna i Maeve sprawiają, że zabójczyni może ugiąć się pod presją przeciwnika, a wtedy nadzieja na ocalenie tego świata przed siłami mroku zniknie. Czy prastary wojownik zdąży, nim Aelin całkiem się załamie?

Manon razem ze swoim oddziałem Trzynastki i zbiegłym królem Adarlanu, Dorianem, poszukują ludu Crochan. Tylko stary ród wiedźm i sojusz pomiędzy nimi, a żelaznymi może przynieść pokój tym krainom, przechylić szalę zwycięstwa na stronę dobra w walce z Erawanem i przyczynić się do zdjęcia klątwy gnębiącej rasę Manon. Młoda wiedźma ma jednak krew na rękach, utraciła też względy swojej babki oraz wszystkich klanów. Crochan z wrogością podchodzą do Trzynastki, wydaje się więc, że nadzieja na współpracę musi trochę poczekać. W międzyczasie Dorian postanawia wyruszyć na poszukiwania ostatniego z Kluczy, ale nim to nastąpi, musi zapanować nad swoją mocą, inaczej nie będzie gotowy do wtargnięcia do twierdzy Morath. Czy w ogóle był kiedykolwiek gotowy? Może misja z góry skazana jest na porażkę?

Chaol, Yrene, Nesryn, Sartaq i reszta jego rodzeństwa wraz z zebraną armią kagana płyną, by wesprzeć wojska na Północnym Kontynencie. Dzięki zdobyciu wiedzy na temat Valgów i magii uzdrowicielskiej, istnieje nikła szansa na powstrzymanie demonów i uratowanie większej liczby ludzi oraz pokonanie Erawana i samej Maeve. By się to stało, przyjaciele muszą odeprzeć ataki wroga, a wszystko wskazuje na to, że nadzieja na zwycięstwo jest nikła i będzie okupiona sporymi stratami. Gdy do uszu Chaola dociera wieść, że Anielle znajduje się w niebezpieczeństwie, nie waha się ostrzec mieszkańców przed inwazją obcej armii. Wygląda na to, że przyjaciele w obliczu taki wielkiej ilości żołnierzy nie mają szans na wygraną. Czy znajdzie się ktoś, kto im pomoże, czy też Chaola czeka ostatnia bitwa w jego krótkim życiu?

Zakończenie „Imperium burz” rozstroiło mnie całkowicie i aż paliłam się, by dowiedzieć się więcej o losach Aelin. Żal z powodu tego, co przeszła jeszcze bardziej się potęgował, gdy czytałam o cierpieniu, którego musiała doświadczać z rąk oprawców. Ciągle zastanawiałam się jak potoczą się wydarzenia z jej udziałem i czy uda jej się wyrwać, by kontynuowała swoją misję. Wątki z Rowanem i resztą bohaterów biorących udział w poszukiwaniach, także zainteresowały mnie na tyle, by zgłębiać dalej ich starania odnalezienia Aelin. Współczułam im towarzyszącej im rozpaczy i beznadziei, która popychała ich w mylnym kierunku. Historia dotycząca Manon i Doriana oraz ich próba zjednoczenia ludu Crochan także wydawała mi się ciekawa, zaś wysiłki zgłębiania mocy przez Doriana tylko zaostrzały mój apetyt do dalszego poznawania tej opowieści. Trochę mało mi było Chaola i Yrene, po zapoznaniu się z „Wieżą Świtu” miałam ochotę na więcej tej dwójki, tymczasem w pierwszej części „Królestwa Popiołów” wzmianek dotyczących tej pary, jak i Nesryn oraz Sartaqa pojawia się niewiele. Autorka bardziej skupiła się na bitwach oraz na działaniach i walkach prowadzonych przez te postacie oraz samej akcji, dlatego Chaol i reszta wydawali mi się trochę pominięci z punktu rysu psychologicznego. Najmniej interesowały mnie fragmenty dotyczące Aediona oraz Lysandry. W tym tomie są dość denerwujący, sam Aedion wydał mi się po prostu chamski i odpychający, a wcześniej bardzo go lubiłam. Opisy wojsk i prowadzonych potyczek przez Aediona i jego sojuszników nie zachęcały mnie do czytania, wydaje mi się, że zabrakło w nich ikry i pomimo dramatycznych starć, nie powaliły mnie na kolana. Miałam tego bohatera za trochę mądrzejszego i bardziej ogarniętego, ale wydarzenia zawarte w książce całkowicie przeczyły jego charakterowi, dlatego tu się zawiodłam.

Cała historia została opisana z rozmachem, tak charakterystycznym dla Sarah J. Maas. Uwielbiam kreowane przez nią wydarzenia, jak i samą akcję. Uzależniłam się od adrenaliny uwalniającej się w trakcie czytania jej powieści i rzadko się zdarza, by autorzy tak dobrze budowali napięcie. W tym tomie miałam jednak odczucie zbyt dużego idealizowania postaci Aelin i trochę przeszkadzało mi, że autorka bardziej skupiła się na niej niż na pobocznych postaciach. Chciałam poczytać więcej o Chaolu, Dorianie, czy Nesryn i chociaż pojawia się sporo wątków z ich udziałem, nie sprawiają wrażenia tak dobrze dopracowanych, jak przy opisie Aelin lub Rowana.

Okładka podoba mi się chyba najbardziej ze wszystkich wydanych części. Postać Aelin wydaje się lepiej dopracowana, zaś pozłacane napisy i iskierki na tle wizerunku głównej bohaterki stanowią ładny element dekoracyjny. W środku książki zamieszczono mapkę, dzięki której możemy sprawdzać sobie miejsca akcji w trakcie czytania. Czcionka duża, czytelna, nie męczy oczu. Jedynym minusem oprawy jest cienka okładka.

 

Podsumowanie:

+ wartka akcja

+ wielowątkowość powieści

+ zapierające dech wydarzenia

+ bogaty świat przestawiony

+ wygląd okładki

- poboczni bohaterowie są słabo dopracowani

- jakość okładki

 

Ilość stron: 736

Wydawnictwo: Uroboros

Gatunek: fantasy

Rok wydania: 2019 (z 2018)

Dla kogo: dla fanów epickich powieści fantastycznych, dla fanów twórczości Sarah J. Maas i cyklu „Szklany tron”

 

 

7.10.2021

"Wieża świtu" Sarah J. Maas

Brak komentarzy:

 

Poprzednia część cyklu „Szklanego tronu” sponiewierała mnie całkowicie i pozostawiła niedosyt, z którego ciężko było mi się otrząsnąć. Musiałam sięgnąć po kolejne części! „Wieża świtu” to sequel skupiający się na losach postaci pominiętych w „Imperium burz”, a więc Chaolu i Nesryn, wykonujących misję pozyskania sojusznika na Południowym Kontynencie. Bohaterowie mają nadzieję na zebranie armii w wojnie przeciwko Erawanowi, jednak niechęć przywódcy i jego dzieci wobec przybyszy z północy może sprawić im nie lada kłopot.


 

„Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają w podróż do starego i pięknego miasta Antica. Były kapitan Gwardii Królewskiej ma nadzieję, że któraś ze słynnych uzdrowicielek z Torre Cesme przywróci mu władzę w nogach. Uleczenie to jednak tylko część planu. Oto na tronie zasiada wszechpotężny kagan, którego Chaol ma za zadanie nakłonić do wzięcia udziału w wojnie. Jednak to, co czeka Chaola i obecną kapitan Gwardii Królewskiej Nesryn, przekroczy ich najśmielsze oczekiwania. Kluczem do powodzenia misji może okazać się niepozorna uzdrowicielka Yrene i informacje, które bohaterowie zdobędą podczas pobytu w pałacu.” Chaol został ciężko ranny podczas walki z królem Adarlanu, do tego stopnia, że stał się kaleką. Przybywa do Antiki nie tylko w celu pozyskania ewentualnych sojuszników, ale też chce skorzystać z pomocy najlepszych uzdrowicieli. Leczeniem byłego Kapitana Gwardii Królewskiej ma zajmować się Yrene, która prócz ogromnej wiedzy, posiada jedyny w swoim rodzaju talent magiczny. Yrene jest bardzo przeciwna powierzonemu jej zadaniu, ponieważ nie chce poświęcać swojego czasu dla kogoś, kto służył jej największemu wrogowi i mordercy. Wygląda jednak na to, że tylko ona może przywrócić mu czucie w nogach i nauczyć na nowo poruszania się. Chaol i Yrene początkowo nie pałają do siebie życzliwością, jednak rewelacje z ust mężczyzny na temat demonów zagrażających całemu światu nakierowują uzdrowicielkę do fascynującego i przerażającego odkrycia. Wkrótce Yrene i Chaol połączą siły, by wspólnie pokonać wysłanników Erawana nieustannie depczących im po piętach.

Tymczasem Nesryn próbuje odnaleźć się na dworze kagana, wśród jego sług, szpiegów i książąt. Przypadkowo udaje jej się zaskarbić uwagę księcia Sartaqa, który namawia ją na niezwykłą podróż do ludu zwanego rukhin. Nesryn poznaje tajemniczą kulturę i daje się oczarować cudownym stworzeniom, rukom. Nesryn i Sartaq w trakcie swojego pobytu natrafiają na legendy dotyczące valgów. Ponieważ Nesryn chce odnaleźć więcej informacji na ich temat, oboje podążają tropem wskazówek zawartych w opowieściach o demonach. Wiedza, którą zdobędą, może odmienić losy zbliżającej się wojny.

Muszę nadmienić, że z ogromną ostrożnością podchodziłam do tego sequelu. Powieści zbudowane na wątkach pobocznych głównego cyklu dość często okazują się nudne, dodatkowo nierzadko pojawiają się w nich wzmianki znane z innych części, dlatego autorom sporadycznie udaje się mnie zaskoczyć. W „Wieży świtu” jednak takie zjawisko jak brak akcji nie występuje. Owszem, w tym tomie dzieje się dużo mniej niż w głównych częściach serii, ale nie powiedziałabym, że jest nieciekawie. Jednym z krzeszącym iskry wątków jest bez wątpienia relacja Chaola i Yrene, rozwijająca się dość powoli, ale z przytupem. Ich utarczki słowne, wybuchy gniewu i trudność z pogodzeniem się z własnymi wyborami oraz ułomnościami (Chaol), a także z przymusem leczenia wobec człowieka, którego się nienawidzi (Yrene) ubarwiają strony tejże książki. Wątki Nesryn i Sartaqa nie są już tak intrygujące, ale postacie nadrabiają przeżywanymi przez nich przygodami, które niejeden raz potrafią zmrozić krew w żyłach.

Sarah J. Maas po raz kolejny udowodniła, że jej największą umiejętnością jest budowanie napięcia i grozy. Mnóstwo razy łapałam się na tym, że nic nieznaczące sceny nagle zaczynały stawać się potwornie niebezpieczne dla bohaterów, co powodowało we mnie istną huśtawkę emocjonalną. Przeżycia postaci potrafią przyprawić o niejeden zawał serca i wstrząs mózgu. Samo zakończenie stało się dla mnie mocnym doświadczeniem, nie takim co prawda jak w „Imperium burz”, ale również zaskoczyło, zasmuciło i uradowało jednocześnie. Podoba mi się, że autorka postanowiła rozbić przygody Aelin i Chaola na dwa oddzielne tomy, dzięki temu możemy poznać szerzej pewne wydarzenia i wyciągnąć z nich o wiele więcej szczegółów. Myślę, że czytanie finalnej części z uwagi na wcześniejszy podział może być interesujący.

Okładka odrobinę się różni od tych z głównego cyklu. Przedstawia wizerunek medalionu z wygrawerowaną sową, będącym ważnym nawiązaniem do treści książki na granatowym tle. Ogromnym minusem (jak zwykle) jest dla mnie wykonanie okładki, ponieważ jest cienka, zaś pozłacane litery wycierają się w tempie zastraszającym. Czcionka jest duża, prosta i czytelna, dzięki czemu tekst łatwo się przyswaja. Mapka Południowego Kontynentu urozmaica rozrywkę przy zapoznawaniu się z treścią powieści.

 

Podsumowanie:

+ wielowątkowość powieści

+ ciekawe przygody bohaterów

+ interesujące postacie

+ prędkość akcji

+ mapka wewnątrz książki

- cienka okładka i szybko ścierające się litery

 

Ilość stron: 848

Wydawnictwo: Uroboros

Gatunek: fantasy

Rok wydania: 2018 (z 2017)

Dla kogo: dla fanów epickich powieści, magii i fae, dla miłośników twórczości Sarah J. Maas i cyklu „Szklany tron”

 

23.09.2021

"Imperium Burz" Sarah J. Maas

Brak komentarzy:

 

Piąty tom cyklu „Szklanego tronu” to prawdziwa petarda. Sarah J. Maas zabiera nas w świat intryg, walki o władzę, epickich bitew, w których magia wręcz eksploduje. Nie sądziłam, że od samego początku tak wciągnę się w losy Aelin i jej kompanii. Po zapoznaniu się z poprzednimi tomami zastanawiałam się, czy autorce uda się jeszcze mnie zaskoczyć, bowiem wydawało mi się, że pewne wątki zostały już do końca wyczerpane, zaś potyczki wojskowe w książkach jakoś nigdy mnie nie interesowały. „Imperium Burz” jest jednak wyjątkiem od tej reguły. Podobnie jak reszta części „Szklanego tronu”, tutaj także mnóstwo się dzieje i nie wiadomo, w którą stronę zostanie poprowadzona akcja.


 

„Nad Erileą gęstnieją czarne chmury. Erawan zbiera złowrogie siły, by zadać światu ostateczny cios. Aelin Galathynius staje z nim do walki, chcąc bronić królestwa i swoich bliskich. Ale czy jeden płomień rozproszy narastającą ciemność? Dla Aelin Galathynius droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. Młoda królowa cały czas uczy się magii. Im więcej jej używa, tym bardziej przekonuje się, jak potężny jest ogień krążący w jej żyłach. Aelin wie, że toczącej się wojny nie wygra w pojedynkę. Są przy niej przyjaciele i ukochany Rowan, ale to nadal za mało w porównaniu z mocą Erawana. Nadszedł czas szukania sprzymierzeńców. Kto odpowie na wezwanie królowej Terrasenu?” Powieść toczy się z punktu widzenia kilku bohaterów. I tak mamy do czynienia z Elide, której udało się zbiec z lochów przed okrucieństwem żołnierzy, wujem Vernonem, przerażającymi Valgami oraz wiedźmami. Niestety, jej kalectwo nie sprzyja w ucieczce i wkrótce jej tropem podąża jeden z wojowników Fae, którego celem jest odnalezienie wszystkich Kluczy Wyrda. Wkrótce ich losy krzyżują się ze sobą. Elide będzie musiała zaufać umiejętnościom wojownika, zaś Lorcana zaintryguje chroma dziewczyna. Co wyniknie z tej znajomości?

Manon wraz ze swoim oddziałem zostaje oddelegowana do ataku na Rifthold. Ma zrównać z ziemią szklany mur i porwać Doriana przed oblicze Erawana. Niesubordynacja w jej armii sprawia, że książę znajduje się w niebezpieczeństwie. Manon ratuje mu życie za straszliwą cenę. Wkrótce przyjdzie jej zmierzyć się z gniewem swojej babki, a wtedy wszystkie skrywane przez nią tajemnice zostaną wywleczone na wierzch. Jak Manon poradzi sobie wobec tak straszliwej wiedzy? Czy poznane sekrety staną się jej wybawieniem, czy też przekleństwem?

Aelin przygotowuje się do zebrania armii przeciwko Erawanowi, ale lordowie nie chcą jej uznać jako królowej. Przeszłość zabójczyni i straszliwa magia nie przemawia na korzyść dziewczyny, dlatego Aelin postanawia odnaleźć sojuszników gdzie indziej. Udaje się do Zatoki Czaszek, by tam rozpocząć negocjacje z jednym z jej zaciekłych wrogów,  posiadającemu magiczną mapę, informującą o położeniu wojsk i ukrytych skarbach. Niedługo przyjdzie jej także zmierzyć się z potęgą Erawana, ale nim to nastąpi musi odnaleźć pozostałe Klucze i je zniszczyć. Stawka jest tym razem bardzo wysoka… Czy uda jej się przechytrzyć wroga? A może na wszelkie działania jest już za późno? Jakie tajemnice zataiła jeszcze przed nią Elena?

Nie sposób pojąć tego, co działo się w tej części serii. Akcja goni akcję, wątki co chwila zmieniają się, by powalić czytelnika na kolana. Gdy mniej więcej wiedziałam, o co już chodzi w całej historii, autorka sprytnie dodawała nowe ciekawostki, całkowicie odwracające losy bohaterów. Nie wiem jak jej się to udało, ale w pewnym momencie zbierałam szczękę z podłogi i to niejeden raz. Po przeczytaniu zakończenia czuję się jak na dosłownie olbrzymim kacu, z ogromną dziurą w głowie i znakami zapytania migającymi co chwila jak neony. Nie zabrakło również momentów wzruszenia, ulgi, strachu, śmiechu, czy romantycznych uniesień. Nie radzę Wam zabierać się za Sarah J. Maas przed snem, wtedy zarwana noc jest murowana. Uprzedzając Wasze pytania - tak, książka sponiewierała mnie totalnie, ale z chęcią przeżyłabym to wszystko znów!

Okładka nawiązuje do całości serii i przedstawia Aelin z mieczem w jednej dłoni i magią ognia w drugiej. Turkusowe błyszczące napisy pasują do postaci i jasnego tła. W środku umieszczono mapkę Erilei, zaś tekst podzielono na dwie części. Czcionka jest duża, przejrzysta, czytelna. Jak zwykle denerwuje mnie dość słaba okładka – po jednym przeczytaniu wygląda jak po poważnych przejściach i już zaczyna się odginać.

 

Podsumowanie:

+ wielowątkowość powieści

+ intrygujące losy bohaterów

+ ekspresowa akcja książki

+ mapka wewnątrz publikacji

+ bogaty świat przedstawiony

- słabo wykonana okładka

 

Ilość stron: 864

Gatunek: fantasy

Wydawnictwo: Uroboros

Rok wydania: 2017 (z 2016)

Dla kogo: dla fanów twórczości Sarah J. Maas, dla osób lubiących epickie powieści z wątkami romantycznymi

Archiwum

Szukaj